Dzień 42

Hej! Wiesz co? Mam wrażenie, że to co robię na tej stronie jest po prostu dziecinne. Pierwszy miesiąc był unikalny i pełen zmian, a drugi jest już tylko marną imitacją, jedynie kopią. Praktycznie wyzbyty jest jakiegokolwiek celu i emocji mu towarzyszących. Tak jakby to wszystko co robię było zupełnie bez sensu. Brak w tym powagi, a styl pisania pasuje do dziecka ekscytującego się każdą myślą i rzeczą. 
Poza tym czy nie przyjąłem przypadkiem perspektywy wymierającego zwierzęcia nienadążającego za postępem? Czy ludzie wzięliby pomysł odłożenia smartfona całkiem na bok na serio? Czy jest to dla nich raczej coś na miarę średniowiecznej myśli jakoby ziemia mogłaby nie być płaska? Idź ty się puknij w łeb pacanie… żyć bez telefonu? 
Postęp, ciągły rozwój. Z uwagi na ten fakt nie mogę przestać. Strona potrzebuje odświeżenia, choć i tak wygląda już o niebo lepiej, niż na początku. Nadal jednak trzymam się początkowej formy i ciężko mi z nią zerwać… bez tego nie będzie postępu. Mam już pewien pomysł i plan i zabieram się za jego realizację.
Powiem Ci jeszcze kilka słów o mojej niedzielnej wyprawie. Obłocone vansy wsadzę do pralki. Były pełne błota – wewnątrz i na zewnątrz. Początkowo nie miałem zamiaru ich brudzić. Przez pierwsze godziny wyprawy były zupełnie czyste… przecież na nie uważałem! Niemniej jednak w końcu noga zapadła się w błoto (razem z butem, bo jakże by mogła bez niego?). Stwierdziłem, że <fuck it> i postanowiłem iść na całość (dosłownie „iść”). Buty były więc myte i w sumie to nadal są pełne błota! No, a tyle wody poszło na płukanie…
Malowałem dziś po ścianach! Testowaliśmy kolory i było to naprawdę miłe zajęcie. Zastanawiam się nad tym, czy by nie pomalować pokoju samemu. Wykonalne? 
P.S Przede mną jeszcze płótno i farby. Samo mieszanie kolorów jest już czynnością ekscytującą!