Dzień 10

Spałem w saunie. Przez noc praktycznie nie zmrużyłem oka. Było słychać dwie chrapiące osoby. Po siódmej rano przygrywały już trzy. Ta muzyka z piekła rodem równoważona była jedynie przez me mgliste wspomnienie.

Wchodzę do lokalu (Niedźwiadek) i widzę Kwiat. Stała za ladą i z promieniującym na twarzy uśmiechem zbierała zamówienia od klientów. Kwiat to, czy też Anioł poruszył coś głęboko we mnie, ale za to z jak wspaniałym skutkiem! Noc w końcu jakoś minęła… 

Tak naprawdę, ani Kwiat, ani Anioł – te słowa w żaden sposób nie mogą określić tego co poczułem w owej chwili – są jedynie słowami człowieczego umysłu próbującego sięgnąć wysoko do Krainy Bogów, a właściwie to Bogiń… i to tylko jednej.

Swoją drogą udało mi się wczoraj wypić cztery ciemne, miodowe piwa i choć myślałem, że taka decyzja poprowadzi mnie jedynie do „upadku z wysokiego klifu”, tak musze śmiało rzec, że nic takiego się nie stało! Miejmy tylko nadzieję, że to nie coś na pozór ciszy przed burzą, bo właściwa część imprezy zaczyna się dopiero dziś… gdzieś za 7 godzin.

Dzień owocny w sporo pomysłów. Czekają na zrealizowanie.