Dzień 11

Strzała kupidyna tkwi w moim sercu już cały tydzień. Jakimś cudem udało jej się ominąć niezliczoną liczbę przeszkód i bez najmniejszego problemu „dotknęła” całą mą osobę. Co ja teraz pocznę?

Siedzę przy ognisku. Czy nad Bugiem rosną drzewa? Kur*a. Jakim Bugiem i jakie drzewa? A, na to pytanie akurat znam już odpowiedź. Rosną dęby. Nie, jednak nie rosną. Bobry się chyba tym zajęły. Dobrze wiedzieć, moje życie zmieniło się dzięki temu. Lecimy dalej.

Siedzę przy ognisku. Przychodzi gość. Siada, a nogi wsadza do płonącego ogniska. Wyszło na to, że nie ostrzegliśmy go, że gorące. Będę wiedział na przyszłość i następnym razem uratuję komuś życie. Gościu, uważaj na to ognisko, bo jest gorące! Siedzi zaraz przy płomieniach i niczym się nie przejmuje. Do trzech razy sztuka.

Siedzę przy ognisku i przychodzi dziewczyna. Ładna, mieszka niedaleko. Chcę ją przed nimi uratować, lecz na próżno. Tekst nr.1: „Czarny wyszczupla”. Tekst nr. 2: „Wiesz co jest w tobie najgorsze? Że jesteś zajebista”. Po chwili słuchania żartów o pierdzeniu nieszczęsna kobieta uciekła do środka, a ja nabrałem ochotę, aby wyjść na sam środek ulicy i poczekać tam na wybawiającego mnie od tego wszystkiego kierowcę.

Konkluzja? Imprezowanie w Bieszczadach jest zajebiste.