Dzień 52

Malutko chaosu! 

Dzień obfity w nowe przemyślenia, może bez produktywności, ale za to wreszcie w spokoju… Przyszło mi pudełeczko klocków lego. Układało się je wyśmienicie i to bez instrukcji! Zajęcie pochłaniające i wymagające wytrwałości. Dzieci mają jej chyba najwięcej!… Oprócz klocków lego czeka na mnie Alicja w Krainie Czarów.

Zauważyłem, że mój umysł wybiera komputer ponad inne aktywności. Brak planu w tym wypadku to możliwość przeglądania w nieskończoność. To śmieszne! Komputer nie jest bowiem aktywnością dającą mi radość na koniec dnia. To właśnie aktywności, w których muszę zrobić Coś taką radość dają. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że powróciłem do punktu wyjścia. Niemniej jednak to ostatnie przemyślenie jest z wczoraj i dziś już wydaje mi się nieobiektywne. Czy można w ogóle powrócić do punktu wyjścia? No, bo w pewnym sensie nawet, jeśli nowe doświadczenia są „jałowe”, lub „nieistotne” to zawsze są czymś więcej, niż to co na początku… Choć może nie?

Spontaniczne pomysły przekuwać w działanie! Każde… trzeba spróbować przynajmniej! Zapisać dokładnie co ma się na myśli i znaleźć rzecz, przez którą będzie można to działanie zrealizować, czy też okazać światu.

Co do chaosu to zacząłem się zastanawiać, że może jesteśmy takimi „chaosami” od samego początku? Jesteśmy chaosem ustawionym w formę tak, by sprawiał wrażenie porządku… ale to iluzja? Zrywam łańcuchy. Niech odezwie się ma pierwotna natura!