Dzień 57

Nie ma to jak robić coś przez <długi okres czasu> i pod koniec uzyskać błąd! Jak wyładować tę złość i irytację spowodowaną czymś podobnym? Wiadomo, że w życiu zdarzają się rzeczy niezależne od nas… ale to jest takie niesprawiedliwe! Z drugiej strony to bez sensu, by płakać z tego powodu w kącie pokoju!

Zaczynam odczuwać podobny niepokój co 30 września przed schowaniem iphona do pudełka! Komputer w ciągu tych dwóch miesięcy stał się moim głównym źrodłem pożywienia… a teraz ma go zabraknąć! Niemniej jednak nie chcę, by to mnie wstrzymywało. Komputer to w końcu rzecz dodatkowa, czyli w pewnym sensie jakby niepotrzebna do szczęścia!

Ostatnie dni spędzam nad rozwojem strony, lecz niewiele się w istocie zmienia. Natrafiłem na <ciężki kamień do zgryzienia> i próbuję znaleźć jakąś alternatywę. Obecny wygląd strony mi odpowiada, lecz jest niewystarczający! Chciałbym, by strona wczytywała się szybciej, może żeby była bardziej czytelna. Przede wszystkim jednak myślę, że największą przeszkodą jestem tutaj ja sam. Dlaczego? Dlatego, że kurczowo trzymam się tego co już udało mi się osiągnąć! Zamykam się przez to na rzeczy, które mogłyby być po prostu lepsze. To mnie nie zatrzyma!

Wiele planów i działań przede mną! Grudzień, grudzień, grudzień!

P.S. Trafiła mnie dziś kolejna kupidynowa strzała. Tym razem trafiło na <kobietę> o różowo-fioletowo-szaro-czarnych włosach, o płaszczu koloru czarnego i nieznanym mi wieku! Z torby wystawały jej kable… Gdybym miał facebooka napisałbym na spotted. Albo jeszcze lepiej. Mógłbym „zagadać”. Tak teraz żałuję!