Lutowe przemyślenia, cz.2

No witam! Wyspany po wczorajszym dniu odpoczywam i wrzucam coś wreszcie o normalnej godzinie na stronę! 

Ostatnie dni (nie licząc tych przepracowanych) spędziłem głównie na smartfonie. Trochę mnie to martwi, ale wierzę, iż jest to coś raczej przejściowego! Wiąże się to między innymi z całkiem ciekawą historią dotyczącą tego, że założyłem tindera (nie oceniaj mnie) i… właściwie to dzięki niemu poznałem dziewczynę mieszkającą w tym samym bloku co ja! Szczerze powiedziawszy nie wiedziałem, że coś takiego jest możliwe, a tu proszę – zaskoczenie!

Nie potrzebuję alkoholu, lecz potrzebuję mnogości ciekawych napojów! Bezalkoholowego wina, piwa, czy też szampana. Tylko tego! Zwykłe soki nudzą i nie są wystarczające. Wydają się być jakby takie zbyt dziecięce… niezbyt poważne. Poznawanie życia na trzeźwo jest super i z każdym kolejnym tygodniem (dniem) poznaję to życie jeszcze bardziej!

Z ciekawości kupiłem sobie Vogue i jakoś tak zainspirował mnie do zmiany ten magazyn! Nie chcę wyglądać jak lump-vintage i nie chcę chodzić w takich sobie rzeczach. Butów też nie potrzebuję brudnych i poszarpanych! Jak cię widzą, tak cię piszą… Nie potrzeba mi też ubrań, w których wyglądam grubo! Minimalizm w postaci czarnej bluzy, spodenek i koszulek to nic ciekawego. Dobrze, że zimno sprowadziło mnie na ziemię… Niech moje ubrania będą kolorowe i żywe! Niech dają innym energię, a nie szarą pesymistyczną rzeczywistość! Chcę to dobro przekazywać ludziom, a do tego potrzebuję świeżo wyglądać! Wyrzucam więc z szafy to co „ok” i to co niewygodne…

Wychodzi na to, że chaos chyba znowu powrócił… Do następnego czytania!