Rozpoczęcie styczniowego wyzwania!

Siemka! W tym miesiącu padło na alkohol! W gwoli ścisłości: nie tylko w tym miesiącu! (Jak widać ilość wykrzykników jedynie się powiększyła).

Jest to wyzwanie dla mnie całkiem przełomowe (nie żebym był alkoholikiem, po prostu alkohol jest wszędzie)! W zasadzie to jest on trochę jak ten pasożytniczy smartfon wystający z kieszeni. No jak to, nie napijesz się? Lepiej nie przychodź na imprezę, bo nam ją zepsujesz… A prawdę mówiąc moje samopoczucie, oraz zdolność do działania jedynie wzrosły!

Początkowo obawiałem się tego, no bo jak to nie napić się, choćby jednego piwa, gdy inni piją? Po co w ogóle wychodzić… No dobra – nie było, aż tak poważnie! Ale jednak, gdy inni wokół piją to staje się to nawet nie wyborem, a nawykiem! Wszędzie alkohol: leje się strumieniami, zalewa mnie z każdej strony i wlewa się w każdą część mojego ciała… Nie chcę, nie chcę, mówię dość, koniec! Ani piwa, ani wina, ani ciebie ty trunku wysokoprocentowy, ani łyka… Nie! Nawet nie spróbuję!

Niech to poetyckie sformułowania będą zakończeniem tego uroczystego otwarcia i wprowadzenia w miesiąc styczeń. Dalsze wyjaśnienia już niedługo (może jutro?). Zapraszam i do następnego czytania!